Krótko o historii Teatru Opery i Baletu we Lwowie.

Projekt Opery Lwowskiej (pełna nazwa: Lwowskiego Narodowego Akademickiego Teatru Opery i Baletu im. Salomei Kruszelnickiej) zaprojektowany przez prof. Zygmunta Gorgolewskiego rozpoczęto wcielać w życie w czerwcu 1897 roku. Zbudowany gmach w zaledwie 3 lata zajmuje powierzchnię ponad 3000 m² a sama widownia mieści 1200 osób z dwoma reprezentacyjnymi lożami: carską oraz marszałkowską. Przy budowie zastosowano najnowocześniejsze wówczas rozwiązania technologiczne m.in. betonowe fundamenty, elektryczne oświetlenie, centralne ogrzewanie czy innowacyjną wentylację oraz odpowiednią liczbę wyjść ewakuacyjnych podnoszących bezpieczeństwo widzów w razie pożaru w budynku. Na inaugurację Opery Lwowskiej w dniu 4 października 1900 r. zostali zaproszeni osobistości ówczesnych czasów m.in: Ignacy Paderewski i Henryk Sienkiewicz czy Henryk Siemiradzki.

“W tym gmachu i z niego brzmieć będzie zawsze nasza droga mowa ojczysta na pożytek miasta, narodu i wiekopomną sławę polskiego imienia” – mówił w dniu otwarcia prezydent Lwowa Godzimir Małachowski

Kurtyna Siemiradzkiego

Publiczna prezentacja działa wybitnego malarza Henryka Siemiradzkiego nastąpiła kilka miesięcy po otwarciu gmachu. Malarzowi zarzucano, że nie napracował się nad przygotowaniem kurtyny dla Lwowa. Kutyna była powtórzeniem malunku wykonanym wcześniej na lnianym płótnie dla teatru w Krakowie.

Trudne czasy I i II wojny światowej.


Dla kurtyny wykonano specjalny futerał, w którym ukryto dzieło Siemiradzkiego podczas I i II wojny światowej. W trakcie wojen zniszczono wszystkie popiersia i medaliony polskich artystów zdobiące wnętrza i westybul Opery Lwowskiej. Uszkodzono też wiele detali zdobiących elewację. Na szczęście sama konstrukcja budynku Lwowskiej Opery nie została w poważny sposób naruszona.

Nastały nowe czasy i powrócił pomysł postawienia pomnika przed gmachem opery. W pierwotnych projektach miało być to popiersie Juliusza Słowackiego, ale ostatecznie w 1952 roku stanął witany przez tłumy… Lenin. Cztery lata później Lwowskiej Operze nadano imię Iwana Franki, a po upadku ZSRR Teatr Wielki w 2005 znów nazwano inaczej i nosi imię sopranistki Salomei Kruszelnickiej – aż do teraz. Odnowiono złocenia, w miejsca po zniszczonych pamiątkach po polskich twórcach postawiono popiersia wschodnich twórców. Jedynie popiersie A. Mickiewicza wróciło na swoje miejsce.

Opera we Lwowie jest miejscem, które warto odwiedzić. Zachwyca swoją bryłą oraz położeniem przy dawnych Wałach Hetmańskich. Jest na pewno najpiękniejszym z teatrów operowych wschodniej części Europy. Bilety kupiłam bez najmniejszych problemów on-line na oficjalnej stronie Opery Lwowskiej.

Czy wiecie, że okazały gmach Opery Lwowskiej stoi w miejscu, w którym niegdyś przepływała rzeka Pełtew. Koryto zostało poddane regulacji i całkowitym zasklepieniu pod budynkiem. Jeśli zwiedziliście górne sale gmachu to warto obejrzeć też piwnice. Mieści się tam restauracja Lewy Brzeg (inaczej Opera Underground), gdzie można zobaczyć pozostałości przepływającej kiedyś miastem rzeki Pełtwi. Podczas kolejnej wizyty we Lwowie na pewno tam zajrzę.


Powyższe zapiski są wspomnieniami podróży odbytej w dniach: 17-20.08.2019 r.